close
Co jest dla Ciebie rajem?

Co jest dla Ciebie rajem?

2udostępnień

O projekcie Arkadia na Filipinach opowiada jego twórca, Tomasz „Kosa” Kosiński

Planujesz dłuższy pobyt na Filipinach?

Filipiny w kontekście podróżniczym, to nie jest jakiś przypadkowy wybór na dłuższą przeprowadzkę. Nie zamykamy sobie oczywiście drzwi, nie palimy mostów, nie uciekamy przed niczym i nikim. Po prostu chcemy odpocząć. Jeżdżąc po świecie widzimy, że można żyć inaczej, zdrowiej, cieplej, sympatyczniej, mieć więcej czasu na swoje zainteresowania i pasje – ja nurkuję, żegluję, lubię różnego rodzaju aktywności. A pogoda w Polsce nie zawsze sprzyja aktywnościom, które preferuję.

No właśnie – pogoda. Filipiny to region, który słynie z tajfunów, tsunami i innych tak chętnie pokazywanych przez telewizję kataklizmów. Nie boicie się tego?

Wiesz, no pewnie, że są tajfuny. W Azji, są tsunami, trzęsienia ziemi i inne. Ale Filipiny leżą na siedmiu tysiącach wysp. Ta wybrana przez nas, Palavan, leży po stronie zachodniej. Większość wiatrów przechodzących w tajfuny rozbija się o wyspy zewnętrzne, a na Palavan właściwie w ogóle nie dochodzą. W Polsce mamy halny, który doskwiera ludziom mieszkającym w górach czy ostatnio orkan, który właściwie dał się we znaki tylko tym, którzy mieszkają nad morzem. Podobnie jest na Filipinach. Tajfuny to tak naprawdę lokalne zjawiska atmosferyczne odczuwalne w konkretnych miejscach.

Można powiedzieć, że wbrew temu co nam się wydaje, Filipiny są krajem raczej bezpiecznym pod względem pogodowym. A co z przestępczością? Słyszałem, że szczególnie w dużych miastach grasują gangi, stanowiące zagrożenie dla turystów.

Nie spotkaliśmy się z tym zjawiskiem, a spędziliśmy naprawdę dużo czasu w Manilii, Cebu i innych większych miastach. Owszem, do jakiegoś czasu to był problem, ale prezydent Ducarte zdecydowanie się z nim rozprawił. Nie wszystkim się jego metody podobają, bo przymknął oko na zakładanie Straży Obywatelskich i zmobilizował ludzi do pomocy. Choć różnym aktywistom i wyznawcom poprawności politycznej może się to nie podobać, uważam, że był to genialny i, co najważniejsze, skuteczny pomysł. Ludzie dobrze wiedzieli kto im bruździ i za cichym przyzwoleniem władz wzięli sprawy w swoje ręce. W ciągu 2 miesięcy 700 000 członków gangów zgłosiło się dobrowolnie na policję i problem się rozwiązał. Powiem ci, że nawet rok temu byłem w Manillii sam, chodziłem wieczorami po ulicach i nikt mnie nie zaczepiał. Według mnie większa przestępczość panuje np. na ulicach Krakowa niż tam.

OK, obaliłeś więc mity na temat filipińskiej pogody i przestępczości. Pora na trzeci mit, czyli „jedzenie na Filipinach jest fatalne”.

Zależy do czego chcesz porównywać. Jeżeli jesteś miłośnikiem pierogów i schabowego to na Filipinach za tym domowym, polskim jedzeniem możesz zatęsknić. Ja, jeżdżąc po świecie, preferuję lokalne jedzenie. Nie ukrywam, że jedzenie w Azji bardzo mi odpowiada, bo jest lekkie. Może nie sięgam po jakieś ekstremalne potrawy, ale takie street foodowe bardzo lubię. Wolę je, niż jedzenie restauracyjne. Mój organizm fantastycznie na nie reaguje.

A inni często po nim chorują. Dlaczego?

Zatrucia, moim zdaniem, siedzą ludziom w głowach. Mam taką teorię popartą wieloletnim doświadczeniem i obserwacją wynikającą z wyjazdów grupowych. Pierwszego dnia wyjazdu widzę, kto będzie chorował. Przykładowo. Indie, sześć osób. Trzy przed wyjściem na śniadanie ładują w siebie masę tabletek i probiotyków. Już wiem, kto będzie miał problem z żołądkiem. To tkwi w głowie, a te wszystkie specyfiki, które ludzie wrzucają do organizmu w obcym środowisku nie sprzyjają zdrowiu. Inna flora bakteryjna nie wyrządzi krzywdy zdrowemu organizmowi, po dwóch, trzech dniach organizm się do niej przyzwyczai i będzie zupełnie normalnie funkcjonował. Oczywiście ryzyko zakażenia czy choroby tropikalnej zawsze istnieje, ale od tego chronią szczepionki. W Polsce ludzie też się przecież szczepią na tężec czy dur brzuszny. Dlatego jadąc gdzieś preferuję jedzenie uliczne. Najlepiej takie, które dokładnie widać – ryba czy mątwa pływające w akwarium, owoce, warzywa -wszystko świeże. Najlepiej szukać miejsc, gdzie jadają miejscowi, którzy często sami sobie te potrawy na ulicznych straganach przygotowują. Podchodzisz, wybierasz żywą rybę lub inne morskie stworzenie, prosisz, żeby ją na twoich oczach sprawili i zgrillowali lub ugotowali. To w Azji normalna praktyka. Jak się można zatruć takim jedzeniem?

Bardzo podoba mi się to, co mówisz. Jako wielki fan street foodu, uważam, że to także świetny sposób by poznać lokalną kulturę.

Dla mnie street food to jeden z głównych czynników świadomej turystyki i atrakcja sama w sobie. Nie dam się zamknąć w jakimś resorcie z ofertą all inclusive żeby jeść i pić to samo, co  w Europie. Nie po to przecież przyjechałem! Jadę poznać prawdziwą kulturę, prawdziwe jedzenie, nie tylko jakieś show przygotowane dla turystów. Jaki jest sens płacić i dać się zamknąć w resortowym getcie, skoro za tym gettem jest prawdziwy świat pełen atrakcji? Turystyka musi być świadoma – wyjście naprzeciw ludziom, jedzeniu, kulturze, czasami na żywioł… Wtedy poznasz i zobaczysz więcej. Nie szukam ekstremalnych wrażeń, po prostu mam chęć poznawać nowych ludzi i miejsca.

Jacy są Filipińczycy?

Na razie Filipiny są dużo mniej popularne i skomercjalizowane niż np. Tajlandia. Panuje tu większy spokój, większy luz. Ludzie też wydają się bardziej zrelaksowani. Ale generalnie wszyscy Azjaci są raczej przyjaźni i chętnie poznają ludzi z innych krajów. Filipiny to na razie raj.

No właśnie – co to jest raj? Większość ludzi powie: super, chcę pojechać do raju. Co trzeba zrobić, ile mieć pieniędzy by tam zamieszkać?

Jak jedziesz na wycieczkę to może to być i 8 i 10 tysięcy złotych. A może być i 20 tysięcy. Natomiast można przyjechać na przykład do nas, odbierzemy cię z lotniska, dowieziemy do naszego ośrodka. W listopadzie za bilet w obie strony Warszawa – Manilla płaciliśmy ok. 1800 zł. Przelot z Manili na Palavan to koszt ok. 200 zł. Wiza na 30 dni jest bezpłatna.

No dobra. Doleciałem, dopłynąłem i… Jak wygląda raj?

Dobre pytanie. Bo co jest dla ciebie rajem? Nasz raj chyba nieco się różni od wyobrażeń większości ludzi. Na spotkaniach często widzę, że nie są na to przygotowani. Dla nas to pobyt z dala od miasta, mieszkanie w tradycyjnych domkach na plaży, bez jakichś udogodnień. Na pewno nasz raj to nie hotel w pięciogwiazdkowym resorcie, co na dłuższą metę może być dla wielu męczące. Więc twoje pytanie pozostaje otwarte. Czy raj to cisza, spokój, dziewicza natura i proste jedzenie, które sam sobie wyłowisz z oceanu, czy raczej ekskluzywny pokój z wielkim telewizorem i posiłkiem kuchni europejskiej podanym do pokoju? Czy raj jest na zdjęciu, które robisz sobie w modnym kurorcie czy na zdjęciu z dziewiczej plaży na której oprócz ciebie przebywa kilku miejscowych rybaków? Dla mnie raj to właśnie to drugie: relaks, spokój, oderwanie się od zgiełku cywilizowanego świata, wyścigu szczurów, kredytów za dom  czy samochód, sieczki informacyjnej atakującej cię z każdego medium, jakie otworzysz.

Czyli w waszym raju nie wejdę na Facebooka? Nie odbiorę maila z domu, bo nie ma internetu?

Aż tak to nie. Internet bez problemu złapiesz w komórce. Jest zasięg, dwóch operatorów, którzy oferują internet mobilny i zasięg komórki. Całkiem odcięty nie będziesz, chyba że sam się na to zdecydujesz. Zawsze też możesz podskoczyć do większego ośrodka i będziesz miał internet szerokopasmowy, więc zdjęcia na bloga możesz bez problemu wrzucić. Kontakt ze światem jest. Przecież na Filipinach osiadło wielu ekspatów, którzy pracują zdalnie.

Słyszałem, że duża w tym zasługa prezydenta, który postraszył miejscowych operatorów, że jeśli nie poprawią infrastruktury to wpuści firmy zewnętrzne?

To prawda. Nagle internet na Filipinach bardzo przyśpieszył. Wcześniej faktycznie był dramat.

Pytanie, które od początku chciałem zadać. Tę swoją Arkadię budujecie na bezludnej wyspie?

Wręcz przeciwnie. Palavan jest najbardziej popularną wyspą na Filipinach! Jest tam mnóstwo atrakcji, np. podziemna rzeka, jeden z siedmiu cudów natury.

No to gdzie tu uciekać? I po co, skoro jest tak popularna? Jakim cudem mam tam znaleźć ciszę i spokój?

Widzisz, bo tam wycieczki są przywożone, a nie buduje się całej infrastruktury hotelarskiej, żeby nie skazić tej dziewiczości. Tłumy turystów spotkasz wyłącznie w miejscach, gdzie są jakieś atrakcje, a cała wyspa nadal pozostaje dziewicza! Dzikie, puste plaże, palmy kokosowe, gorący piasek i czysta woda.

Na czym dokładnie polega projekt Arkadia?

Wydzierżawiliśmy duży kawałek plaży na Palavanie, na którym budujemy drewniane domki. Najmniejszy – to jedna sypialnia i łazienka. Taki domek możesz kupić na własność i zamieszkać, albo wpadać do niego na wakacje, a przez resztę roku dzierżawić innym turystom. Możesz też wykupić noclegi u nas. Wszystkich szczegółów dostarczy broszurka, którą można pobrać w naszej grupie na facebooku Arkadia – Filipiny (facebook.com/groups/arkadia1/). Jest tam opis projektu, wytłumaczenie pojęć, cenniki, lokalizacje działek, tabele rentowności, szkice i rzuty domków, kontakt. W zakładce Pliki w naszej grupie znajdziecie też do pobrania komplet dokumentów dla różnych opcji (umowy, rezerwacje, regulamin, gwarancję itp.).

Tomasz „Kosa” Kosiński. Arkadiusz Wielki w Arkadii, czyli projekcie resortu ekologicznego na Filipinach. Podróżnik, ma swój klub podróżniczy „Tramper”. Dzięki temu wspólnie ze znajomymi udało mu się przez ostatnie kilkanaście lat zwiedzić ponad 100 krajów. Pojadł różnych rzeczy, robił różne rzeczy i widział różne rzeczy.

Kilka procent planu

Albo jesteś kucharzem i bawisz się kuchnią, albo tylko odtwórcą