close
Niezadowolenie jest twórcze

Niezadowolenie jest twórcze

9 listopada 2016Jason HuntWywiad250Przeglądy
0udostępnień

Czym jest przyjemność, sukces i dlaczego bycia szczęśliwym trzeba się samemu nauczyć mówi nam Jason Hunt, jedna z najbarwniejszych postaci polskiej blogosfery i social mediów

Epicure Magazine : Co jest największą przyjemnością w Twoim życiu?

Jason Hunt : Święty spokój. To, że nie jestem zależny od czyjegoś widzimisię. Nie martwię się o to, że muszę o konkretnej godzinie wstać, oddać tekst do akceptacji, że ktoś zwolni mnie z pracy, nie martwię się o to, czy wykarmię rodzinę, bo na szczęście jej nie mam. To jest mój największy sukces życiowy – posiadanie życia z pewnymi pozorami niezależności. Pozorami, bo mimo wszystko jestem od czegoś/kogoś zależny. Choćby od czytelników moich książek – jak przestaną mnie czytać, to dupa, koniec niezależności, bo nagle tracę swój kapitał. Ale ta zależność nie blokuje mnie na co dzień, nie myślę o niej, bo nie muszę. Jak byłem mały to sobie obiecałem, że będę prowadził takie życie, które nie będzie polegało na ciężkiej pracy. Moja praca jest łatwa. Żyję nią cały dzień, ale nie jest to coś, co mnie wykańcza.

Jesteś człowiekiem, który lubi sobie sprawiać przyjemności. Na Twoim blogu czy Instagramie dominują zdjęcia ze SPA, dobrych hoteli, wyjazdów – miejsc, które kojarzą się z hedonizmem. Lubisz otaczać się ładnymi rzeczami, markowym sprzętem. Dlaczego?

Bo zazwyczaj to, co markowe jest lepsze od tańszych zamienników. Poza tym nie należę do tych osób, które na widok drogiego produktu uruchamiają myślenie „przecież można kupić podobny, ale tańszy” lub „po co przepłacać za logo?”. Tak, zawsze i wszystko można kupić taniej. Gdybym żył zgodnie z taką filozofią, to pewnie wciąż byłbym marnym dziennikarzem. Albo czymś gorszym.

nigdy-tam-nie-wejdziesz-dubaj

Taki chyba też był cel Twoich działań – doprowadzić do sytuacji, kiedy stać Cię na sprawianie sobie przyjemności?

Długo nie było mnie stać dosłownie na nic, więc w jakimś sensie teraz sobie odbijam te chude lata. Tyle, że nadal mam poczucie, że na wiele rzeczy, które bym chciał, nadal mnie po prostu nie stać. Jak lecę do NYC czy Dubaju, wiem, że będę tam przez ograniczony czas, więc i ta przyjemność jest ograniczona. W moim przypadku nadal jeszcze nie ma nic trwałego.

Gdybyś miał komuś doradzić, jak czerpać przyjemność z życia…

Nie da rady. Gdybym był jakimś zakichanym coachem, to pewnie znalazłbym ci kilka formułek o tym, jak być zwycięzcą, jak żyć szczęśliwie i tak dalej. Dobrą radą nie zmienisz niczyjego życia. Te wszystkie motta typu „żyj tak, jakby każdy dzień miał być twoim ostatnim” i inny bełkot z książek o pozytywnym myśleniu, to wielki bulshit. Jeśli chcesz żyć szczęśliwie, musisz się tego nauczyć, ale przede wszystkim nie możesz oceniać poziomu szczęścia przez pryzmat pieniędzy, zdrowia czy miłości. Możesz być szczęśliwy w pracy na etacie, zamiatając ulice, możesz być szczęśliwy żyjąc na zasiłku. Ludzie na ogół chcą być szczęśliwi bez zmiany swoich nawyków. Nie ma przypadku w tym, że chodzą na wszystkie wykłady motywacyjne, kupują motywujące książki i gówno ze swoim życiem robią. Ich życie nadal wygląda tak, jak przed wykładem czy lekturą. Moja rada dla tych, którzy chcą mieć nieco lepsze życie jest… trochę niezwykła. Czytaj książki. Ale nie tylko te motywacyjne, obiecujące, że zmienią twoje życie. Naucz się czytać każdy rodzaj literatury, czytaj dużo, a zobaczysz, jak twoja wyobraźnia będzie się rozwijała. Oglądaj filmy – każde kino. Im bardziej będziesz poznawał czyjeś historie, tym łatwiej będziesz budować swoją. Chcesz być szczęśliwy? Musisz mieć swoją historię. Musisz albo zacząć ją tworzyć, albo już ją opowiadać. Szczęście to nie jest coś, co pojawia się nagle. Szczęście jest skutkiem świadomych działań, które do niego prowadzą.

dsc02126

Dla wielu ludzi jesteś człowiekiem sukcesu. Podróżujesz, wydajesz książki, byłeś w mitycznym Nowym Jorku – zrobiłeś wiele z tych rzeczy, które zaplanowałeś. Nadal twierdzisz, że to nie jest sukces?

Nie! Bo to jest taki sukces, jak być szefem gangu podwórkowego. Dla kilku osób jesteś szefem, ale jak wyjdziesz poza swoje podwórko, to już nic nie znaczysz. Pewnie, można być szczęśliwym, jako szef podwórkowej bandy. To jest w porządku. Ale można też mieć większe ambicje i zostać szefem wszystkich szefów. Jestem typem człowieka, który teraz chce wyjść poza swoje podwórko. Czuję się całkiem szczęśliwy na tym podwórku, ale nie popadam w samozachwyt. Zobacz, siedzimy tutaj już pół godziny i nikt nas nie poznaje. To wszystko, co do tej pory zrobiliśmy nie ma żadnego wpływu na ludzi, którzy nas mijają. Można być z tego powodu szczęśliwym, ale można też być z tego niezadowolonym. Bo niezadowolenie jest twórcze, pcha cię do kolejnych działań.

Najlepsza rzecz, jak Cię spotkała? Największa przyjemność, jaką sobie sam sprawiłeś? Pytam o coś przyziemnie materialnego.

Jejku… jedzenie? Nie…. Przedmioty? Czy byłem szczęśliwy z powodu kupna jakiejś rzeczy? Kurcze… Czekaj. Najlepszy zakup w tym roku… Daj mi chwilę. Mam! Najprzyjemniejsza rzecz, jaką sobie w ostatnim czasie zafundowałem to było 10 dni w Abu Dabi. Decyzja podjęta z dnia na dzień i wakacje, jako remedium na zmęczenie po napisaniu „Social Media Start”. To było to! A jeśli chodzi o sprzęt, to twoje pytanie uzmysłowiło mi, że nie cieszę się z posiadania sprzętów w chwili, gdy je kupuję. Dopiero po jakimś czasie, po iluś tam godzinach, dniach, tygodniach mechanicznego używania myślę sobie „o kurcze, to był dobry zakup!”. Tak było np. z MacBookiem. Najpierw mnie wkurzał, a po kilku tygodniach – „Wow! To była najlepsza decyzja zakupowa w roku!”. Mam bardzo dużo drobnych przyjemności, nie jestem w stanie ci powiedzieć, co było z tego wszystkiego najbardziej. Chyba nic, bo to są wszystko takie naprawdę drobne przyjemności. Na co dzień tego nawet nie zauważam. Wydaje mi się, że najszczęśliwszym człowiekiem byłem wtedy, kiedy każdego dnia budziłem się w Nowym Jorku.

p1120113

Na to czekałem. Twój wyjazd, to zdjęcie w bluzie na ulicach NYC było dla mnie synonimem Twojego sukcesu, spełnienia marzeń.

Dla mnie sukces będzie wtedy, kiedy będę mógł decydować czy chcę być tam, czy w Kielcach czy w Warszawie. Bo na razie nie mogę jeszcze o tym decydować. Nowy Jork był potwierdzeniem, że idę w dobrym kierunku i zachętą, żeby jeszcze bardziej się starać. Żeby osiągnąć status, który pozwoli mi zamieszkać tam na stałe w warunkach, jakie sobie wymarzyłem. Żeby mieć w życiu wybór. Jedną z moich definicji szczęścia jest to, żeby mieć realny wybór. Żeby nie rezygnować z czegoś, bo mnie na to nie stać.

Nie czujesz jeszcze przesytu?

Nie czuję. Ciągle do czegoś dążę i co roku mówię sobie „jeszcze trochę, jeszcze trzeba popracować”, żeby osiągnąć coś, co pozwoli mi w jakimś stopniu osiąść na laurach.

Masz już zaplanowane, co będziesz robił, kiedy osiądziesz na laurach?

Wydaje mi się, że wtedy moje życie wcale nie będzie się bardzo różnić od tego, co robię teraz. Nie ucieknę od tworzenia w sieci, nie ucieknę od pisania książek, bo na tym się znam i lubię to robić. Po prostu będę to robił w innych, lepszych warunkach.

Stworzyłeś markę, która kojarzy się… no właśnie – z czym?

Wydaje mi się, że głównie z blogosferą. Chociaż… czekaj. Kiedyś kojarzyłem się głównie z blogosferą, teraz chyba bardziej z social mediami jako takimi. Ale to też raczej dzięki książkom, które napisałem, niż moimi działaniami w Social Mediach. To właśnie książki w dużym stopniu budują mój obecny wizerunek.

Masz sto tysięcy zaprzysięgłych fanek, a jednocześnie jesteś osobą bardzo kontrowersyjną. Masz dużo wrogów?

Wrogów mam mało, bo na co dzień nie daję im pola do popisu. Jestem uważany za kontrowersyjnego, chociaż tak naprawdę nie jestem kontrowersyjnym twórcą. Dawniej tak, ale teraz? Nie piszę kontrowersyjnych książek czy tekstów, unikam jak mogę mediów, nie udzielam wywiadów, w których mógłbym dawać hejterom pożywkę. Oni oczywiście się znajdują, ale na co dzień właściwie ich nie zauważam. Wiesz, mam wrażenie, że hejterem jest osoba, która na ogół nie ma sensownego motywu. Hejtuje, bo hejtują jego koledzy, bo tak wypada w jego środowisku. To osoby z mentalnością pasożyta, czyli największe zainteresowanie ze strony znajomych osiągają wtedy, kiedy na kimś pasożytują. Taka osoba sama z siebie nic nie stworzy, a hejtując kogoś, o kim jest głośno, częściowo spija ten fejm. Więc większość hejterów ma mentalność pasożyta, mniejszość, nie wiem, może 5% to osoby, które mają powód żeby atakować. Nie ma sensu robić ze mnie świętoszka, ktoś kiedyś mógł się poczuć urażony jakimś słowem, zdaniem, nie wiem – czymkolwiek. I taka osoba niech sobie krytykuje, jej święto prawo. Takich ludzi szanuję, tym bardziej, że sam często tworzę coś, co jest w opozycji do większości. Praktycznie cały mój blog jest oparty na antymainstreamowym myśleniu. Staram się nie myśleć tak, jak większość, szukam innej drogi, co nie każdemu się podoba.

Jakie masz plany na przyszłość?

W najbliższym czasie skupię się na aktualizacji mojej pierwszej książki, otworzeniu pierwszego kursu online dla twórców i dokończeniu prac nad kolejną książką.

p1020263

Tomek Tomczyk, bloger, pisarz, autor książek Social Media Start, Bloger i Social Media, Blog – pisz, kreuj, zarabiaj, Thorn (sklep.jasonhunt.pl). Kochają go kobiety, hejterzy nienawidzą, a wszyscy mu zazdroszczą.

jasonhunt.pl/

facebook.com/JasonHunt/

Nowy Jork pokochał bigos i pierogi

„Smalahove” czyli Barania Głowa

Dodaj komentarz