close
Pytasz o rozkosz? Odpowiem – muzyka

Pytasz o rozkosz? Odpowiem – muzyka

12 lutego 2017muzykapodróżeTroyann469Przeglądy
0udostępnień

Pytasz o rozkosz? Odpowiem – muzyka. Maciek Trojanowicz o swojej miłości do muzyki i o tym, jak muzyka wpływa na wybór miejsc, które chce odwiedzić.

Właśnie trwa mój czwarty poranek w Berlinie, piję kawę w knajpie na Moabit (cudowna dzielnica) i wspominam przed wyjazdem kończący się urlop. Był cudowny.

Kiedy jednak spytasz się mnie, które atrakcje wywarły na mnie największe wrażenie, moja odpowiedź może Cię mocno zaskoczyć. Brama Branderburska? Fajna, ale nie. Kreuzberg? Przereklamowany. Lokalna kuchnia? Kebaby są spoko. Dla mnie największymi atrakcjami, oraz głównymi celami tej krótkiej podróży, były dwa wydarzenia: koncert Radiohead, zespołu życia, oraz impreza techno w legendarnym klubie Tresor. Dwa skrajnie różne doświadczenia, dwa powody, które stanowią o sensie mojego życia.

Nie dla mnie wylegiwanie się na plaży całymi dniami. Wycieczki objazdowe bardziej mnie denerwują, niż mogą zaoferować jakiekolwiek rozkosze. Sporty ekstremalne mogłyby spowodować ekstremalne obrażenia, skoro zwykła piłka nożna spowodowała u mnie kilka złamań z obojczykiem na czele (spokojnie, obojczyk nie wylądował w moim czole). Co więc przynosi mi największe ukojenie i stanowi sens podróżowania?

Muzyka. Mam szczęście być dzieckiem dwojga cudownych osób, które mają bardzo dobry i różnorodny muzyczny gust. Jeszcze zanim poszedłem do przedszkola śpiewałem z mamą „Creep”, utwór, który zwieńczył wczorajszy koncert grupy z Oxfordu. Od dziecka dobra muzyka była mi wszczepiona jako istotny element życia. Nie sądziłem jednak, że będzie determinować wszystkie moje wakacyjne podróże i urlopy.

Kiedy tuż po liceum zacząłem pracę w jednej z sieci restauracji jako barman, sądziłem, że znalazłem fajne miejsce na przepracowanie wakacji. Niestety, po zaledwie miesiącu musiałem zrezygnować. Powód? Nie dostałem wolnego na festiwal Open’er, gdzie zagrać mieli Muse. Ta decyzja zmieniła całkowicie moje życie. To wtedy wkroczyłem na ścieżkę spełniania muzycznych marzeń, postawiłem to na piedestale priorytetów i uznałem, że nikt nie stanie mi na drodze do szczęścia.

Na rynek pracy trafiłem stosunkowo niedawno, bo w 2010 roku, i właściwie każdy (poza jednym) urlop wykorzystałem, by pojechać na jakiś festiwal, koncert lub imprezę. Myślałem, że z tego wyrosnę, ale ten rok wybitnie zdaje się niszczyć moje oczekiwania. Dwa tygodnie temu spontanicznie pojechałem do Łodzi na festiwal DomOffOn. Za dwa tygodnie – kolejna edycja Up To Date w Białymstoku. Wcześniej w tym roku – Audioriver w Płocku, Oscar Mulero we Wrocławiu.

Nawet ewolucja mojego gustu muzycznego zdaje się nie zmieniać mojego podejścia do podróżowania. Zastanawiałem się, czy romans z muzyką techno nie zabije mojego zamiłowania do odwiedzania festiwali. Nic podobnego! A powoli zaczyna planować kolejny rok. Zresztą, właśnie jestem w Berlinie po raz trzeci, więc przytoczę powody poprzednich dwóch wizyt. Listopad roku 2011 – koncert The Antlers, zaledwie kilka godzin w mieście. Sierpień sprzed dwóch lat – imprezy w słynnych klubach. I to ówczesna wizyta w Tresorze mnie ukierunkowała na muzykę techno. W ciagu ostatnich kilku dni zdążyłem wreszcie poznać choć trochę stolicę Niemiec. Choć pierwszorzędnym celem wyjazdu był koncert Radiohead. A kolejnym – Ancient Methods w Tresorze.

Zdałem sobie ostatnio sprawę jak wiele miejsc odwiedziłem tylko dlatego, że jechałem tam na jakiś koncert. Kilka edycji festiwali Coke Live czy Selector oraz koncert Sigur Ros ciągnęły mnie do Krakowa, by poznać to miasto lepiej. Kilkanaście razy odwiedziłem Katowice z powodu Offa, Taurona czy The National. Długo bym pewnie jeszcze czekał na odwiedzenie Białegostoku, gdyby nie festiwal Up To Date. Do Płocka, gdzie co roku odbywa się Audioriver, pewnie bym nawet nie planował zajrzeć. O tym, że Łódź jest świetnym miastem przekonałem się dopiero w tym roku za sprawą DomOffOnu. Nawet Barcelonę dwukrotnie odwiedziłem z powodu festiwalu Primavera.

Każde z tych miast zyskało mały kawałek w moim serduszku. Serduszku, które żyje dla muzyki. I dla muzyki jeździ po świecie. Nie wyobrażam sobie spędzić całego dnia na plaży z brzuchem do góry. No, chyba, że byłaby to plaża na Ibizie, gdzie każdego niemal dnia grają wybitni producenci i DJ’e. Muzyka nadaje sens moim podróżom. Każda z tych podróży mnie wzbogaca o cudowne dźwięki. A te nadają sens mojemu istnieniu.

Wybaczcie, ale muszę kończyć, bo wyruszam w drogę do domu, gdzie za długo nie wysiedzę. Bilbo Baggins wyruszał z domu ku przygodzie. Troyann wyrusza z domu ku muzyce, którą kocha.

Wszystkiego dobrego,

Maciek „Troyann” Trojanowicz

BLOG: http://troyann.pl
YOUTUBE: http://youtube.com/MaciejTroj
INSTAGRAM: https://www.instagram.com/troyann/
TWITTER: https://twitter.com/mactrojanowicz

Walenty Kania, czyli smaki całkiem nieoczywiste

Wrocław w obiektywie AZT

Dodaj komentarz