close
Street Glide Special… można się zakochać

Street Glide Special… można się zakochać

0udostępnień

Cudo ze stajni Harley-Davidson na trasie jest jak magnes. Nie można od niego oderwać wzroku. A komfort jazdy? Przeczytajcie…

Ogarnęła mnie przemożna chęć ucieczki od wszystkiego. Mieszkając nad Zatoką Gdańską, naturalnym kierunkiem wydaje się dół mapy. Im niżej tym lepiej. Padło na Bieszczady. Wyprawa była znakomitą okazją, by przetestować jeden z flagowych modeli harleya – Street Glide Special. Motocykl, który łączy stylistykę hot-road baggera i wygodę długich podróży. Czy tak jest naprawdę?

Spędziłem w siodle tej maszyny cztery dni. Z przyjaciółmi przejechaliśmy Polskę z północy na południe i z powrotem. Zaczęliśmy od trasy autostradowej w piątek rano, by jak najszybciej pokonać najdłuższy zaplanowany odcinek, Gdańsk – Rzeszów (660 km). Start spod bramek, to sama przyjemność. Silnik Twin Cam 103 (1690 cm3) generuje 138 Nm momentu obrotowego i w żadnym wypadku nie pozwala narzekać na ,,skromne” 90 KM mocy. Widok majestatycznego harleya, który do setki zbiera się w 6,2 sekundy i zostawia wszystkich i wszystko za sobą zadziwi niejednego miłośnika drag racingu. Motocykl i przy prędkościach bliskich maksymalnym (ponad 180 km/h) zachowuje się pewnie i prowadzi przyjemnie.

Street Glide Special został wyposażony w 2014 roku w nową owiewkę Batwing z wlotem powietrza Splitstream. Sprawdza się ona idealnie podczas szybkiej jazdy i deszczu. W żadnym wypadku nie będziemy musieli walczyć z wiatrem. Zostaje nam tylko delektowanie się kolejnymi pokonywanymi kilometrami, co zresztą robiłem z wielką radością. W trakcie długiej autostradowej jazdy przydał się tempomat. Pozwala odpocząć prawej ręce i nabrać wprawy w obsłudze joysticka systemu multimedialnego. Kolorowy, 6,5” ekran możemy obsługiwać także dotykowo, co znacznie skraca czas wprowadzania danych do nawigacji. System audio Boom możemy za pomocą bluetooth skomunikować z kaskiem, czy telefonem. Ulubioną muzykę podłączymy też bezpośrednio do gniazda USB. Zajęty poznawaniem możliwości elektronicznych dodatków nie zauważyłem, jak szybko minął mi pierwszy dzień wyprawy. Ten najdłuższy odcinek zupełnie mnie nie zmęczył. Duża w tym zasługa ergonomii maszyny z Milwaukee, genialnego siedzenia (i to w standardzie), jak i wspomnianej owiewki. Wszystko to sprawiło, że wieczorem miałem sporo sił, by odkrywać stolicę Podkarpacia. Dzięki temu z czystym sumieniem mogę Wam polecić stek i litrowe piwo rzemieślnicze w Starym Browarze Rzeszowskim na Rynku.

16-hd-street-glide-special-4-largex2 16-hd-street-glide-special-12-largex2 16-hd-street-glide-special-13-largex2 12888504_1073343392732683_1053822456014659447_o 12891524_1073343386066017_7324294641584306596_o

Drugiego dnia najpierw obraliśmy kierunek na Muzeum Historyczne w Sanoku. Wprowadzona do nawigacji trasa lokalnymi drogami (878, 884, 835) dostarczyła wiele radości. Asystent GPS okazał się bardzo przydatny, bo na dość krętej trasie było wiele skrzyżowań. Dzięki komendom głosowym wzrok spokojnie można było skupić na tym, co przed nami. W Sanoku spędziliśmy chwilę z magicznymi obrazami Zdzisława Beksińskiego. To tu znajduje się największa wystawa jego prac w Polsce. Ruszając dalej mieliśmy przed sobą już tylko typowo górskie drogi. Trasa z Zagórza do Komańczy – to idealny asfalt i pierwsze solidne agrafki. Wystarczy pamiętać, że w przypadku harleya podstawą udanej zabawy jest świadome używanie przeciwskrętu. Wtedy szorowanie podłogami mamy murowane. Wywołuje to naprawdę szeroki uśmiech, a przy tym na Street Glidzie jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Sztywniejszy przedni widelec z goleniami 49 mm rewelacyjnie sprawdzał się w tych zakrętach. Od Komańczy do Cisnej jakość nawierzchni dla odmiany była tragiczna, ale zawieszenie touringa i z tym poradziło sobie doskonale. Motocykl pokonując dziurawą, krętą trasę prowadził się pewnie, budząc moje duże zaufanie. Tylne pneumatyczne zawieszenie miałem skręcone dość sztywno, mimo to nie narzekałem na dyskomfort jazdy po dziurach a’la powierzchnia księżyca. To była naprawdę dziarska jazda. Po wrażeniach pierwszej części dnia zatrzymaliśmy się w Bieszczadzkiej Legendzie (Ustrzyki Górne) na zaspokojenie apetytów. Lokal swoim oryginalnym klimatem i rewelacyjną kuchnią wciąga na tyle, że ciężko z niego wyjść. W efekcie zachód słońca zastał nas w Wołosatym, a do noclegu w Bukowcu mieliśmy jeszcze ponad godzinę jazdy. Nocny dojazd do hotelu dzięki przedniemu reflektorowi z podwójnym halogenem nie przysporzył żadnych kłopotów. Dobrze doświetlony asfalt i pobocze gwarantowały bezpieczeństwo.

13958114_1710235279242169_6541546136358065474_o 13962959_1710235292575501_7692887772294193301_o imag0858

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wizyty na zaporze w Solinie. Widoki piękne, ale tłumy niczym na Monciaku szybko skłoniły nas do powrotu na trasę. Zwłaszcza, że czekał nas odcinek serpentyn Słonne na DK 28, czyli mekka polskich motocyklistów. Harley ciasne serpentyny pokonywał dostojnie i pewnie. Wychodząc z kolejnych zakrętów przy basowych dźwiękach akcesoryjnych wydechów budził swoją gracją spore zdziwienie zebranych za balustradami widzów. Moment obrotowy dostępny od samego dołu pozwalał z wielką łatwością wyprowadzać motocykl z pełnego złożenia. Street Glide przy swoich walorach jezdnych i parametrach silnika pozwala zapomnieć o masie 356 kg. Wystarczy niewiele, by „wjeździć” się w ten motocykl. Całość dopełnia naprawdę zgrabnie działający, połączony układ hamulcowy Reflex z ABS, oraz nowa konstrukcja pływających tarcz hamulcowych. Przetestowany został dzięki starszemu panu gdzieś za Biłgorajem (lewoskręt wyprzedzanego samochodu to coś, o czym wszyscy śnimy w koszmarach), ale dobre hamulce umożliwiają wyjście i z takiej opresji.

Ostatnią noc spędziliśmy na zamku w Janowcu. Street Glide Special w królewskich murach, czyli odpowiedni motocykl w odpowiednim miejscu. I to chyba właściwe podsumowanie. Motocykl po trzech dniach jazdy różnymi drogami zapewnił mi niesamowity komfort. Siadając na niego czwartego dnia byłem tak samo wypoczęty, jak pierwszego. Jest to maszyna, która łączy piękno klasycznej konstrukcji z rewelacyjnym prowadzeniem. Dokładając do tego wszelkie udogodnienia systemu multimedialnego, komfortową ,,kanapę”, dostatek osiągów – czy można wymagać od motocykla turystycznego więcej? Po tych wnioskach, z zamkowego dziedzińca ruszyliśmy z ciężkim sercem w ostatnią już część trasy. Jadąc „7” mijaliśmy ciągnący się kilometrami korek utworzony przez ludzi wracających znad morza. W wielu miejscach i trasa na północ była zakorkowana. Nie stanowiło to problemu dla dziarskiego touringa. Zarówno owiewka, jak i dość pakowne kufry nie są szersze od kierownicy. Pozwala to na całkiem sprawne poruszanie się w korku. A dodatkowo – widok tak dużego harleya w lusterku dziwnie szybko motywuje kierowców samochodów do zrobienia wolnego przejazdu.

20160815_081017 20160815_092003

Te cztery dni bieszczadzkiej wyprawy z harleyem pozwoliło mi docenić zalety Street Glide Speciala. Podczas standardowej jazdy testowej u dealera nie sposób w kilkadziesiąt minut poznać motocykl, nie mówiąc o przyzwyczajeniu się do jego specyfiki. Jeśli natomiast wybierzecie się nim w trasę i poznacie zalety podróżowania Turingiem – zachorujecie na ten motocykl.

Tekst i zdjęcia Filip Kozioł

O Epicure Magazine nr 1

Twarde parapety

Dodaj komentarz