close
Wrocław – the eating place. Streetfood

Wrocław – the eating place. Streetfood

0udostępnień

Europejska Stolica Kultury 2016, tygiel kulturowy, Miasto Spotkań. Jakkolwiek nie nazwać by Wrocławia, ciężko znaleźć choć kilka osób potrafiących powiedzieć o stolicy Dolnego Śląska złe słowo po spędzeniu w nim nawet jedynie weekendu. Nie przez przypadek Wrocław co i rusz zajmuje czołowe lokaty w rankingach miejsc, w których żyje się najlepiej. Wpływ na taki stan rzeczy ma kilka spraw, w tym najważniejsze z nich – otwartość, nowoczesność mieszającą się z tradycjami, ale i szybki rozwój, możliwość zdobycia niezłej pracy, a także szeroka gama rozrywek – od sportu, poprzez kulturę, aż po jedzenie. I na tym ostatnim dzisiaj się skupię.

Znacie większą przyjemność w życiu człowieka od jedzenia? Ja też nie, zwłaszcza dobrego jedzenia, a tego we Wrocławiu mamy w ostatnim czasie pod dostatkiem. W tym miejscu warto jednak przytoczyć trochę historii, nawet tej nieodległej, kiedy to wrocławska gastronomia kwiliła gdzieś na peryferiach i nie potrafiła przez długie lata powstać z kolan, pomimo wielowiekowych, jeszcze niemieckich tradycji. Jeszcze do 2012 roku, a więc do pamiętnego EURO ciężko było znaleźć choćby kilka miejsc, jakie w ciemno można by polecić odwiedzającym miasto znajomym czy obcokrajowcom.

Wszystko zaczęło zmieniać się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, właśnie w okolicach 2013 roku, kiedy to gastronomia w całej Polsce zaczęła odzyskiwać należną jej rolę w codziennym życiu mieszkańców naszego kraju. Ważną rolę, bo jedzenie poza domem dostarcza tak wiele potrzebnej do życia radości. Zapraszam Was na pierwszą część podróży po wrocławskich przyjemnościach kulinarnych – streetfoodową, która stanowi ważny element w miastach w dużej mierze zdeterminowanych przez studentów. Takich jak Wrocław właśnie. Przejdziemy się szlakiem wrocławskich food trucków i barów, bo wspomniany wcześniej rozwój gastronomii Wrocław zawdzięcza w pewnym stopniu właśnie młodym, zaangażowanym ekipom streetfoodowym.

Wycieczkę rozpoczynamy z dala od ścisłego centrum, bo Wrocław niestety nie lubi food trucków i nie wpuszcza ich na tereny należące do gminy. Dlatego też właściciele restauracji na kółkach zmuszeni są szukać swojego miejsca na terenach prywatnych, ale nie od dziś wiadomo – Polak najlepiej radzi sobie w trudnych sytuacjach, radzą sobie także wrocławskie ekipy food truckowe. Na dzień dobry udajemy się na ulicę Borowską, do food trucka osiem misek, w stolicy Dolnego Śląska właściwie legendarnego ze względu na poziom jedzenia, przystępne ceny i przede wszystkim fenomenalną bułę maślaną z pulled pork. Parowana buła, przypominająca nieco przedszkolnego pampucha, podana z rozpadającą się w ustach wieprzowiną to zdecydowanie numer popisowy na Borowskiej. Idealna przekąska, pozytywnie nastrajająca na resztę dnia, no i dająca pozytywnego kopa, który będzie nam potrzebny w trakcie spaceru, bo od kolejnego punktu na mapie oddziela nas dobrych kilkanaście minut, rowerem.

Przemierzamy kolejno ulicę Borowską, Armii Krajowej, Ślężną i Swobodną, docieramy do pierwszego wrocławskiego food trucka – Pasibusa. Obecnie to już prężnie działająca marka z kilkoma lokalizacjami w mieście. Ale tą najważniejszą, pierwszą, przecierającą szlaki dla innych dalej pozostaje Dziadzio, a więc najstarsze auto w pasibusowym taborze. Tutejsze burgery pod chmurką smakują absurdalnie dobrze, zarówno w lecie, jak i podczas mrozów. Puszysta, obsypana sezamem bułka, charakterne, grubo mielone mięso i sezonowe składniki, a także powtarzalność, sprawiają, że chce się tu wracać jak najczęściej. To wrocławski burgerowy top, streetfoodowy wyznacznik jakości i miejsce, w którym na spokojnie można na półki odstawić bajki o tym, że burgery to nuda. Nie w Pasibusie.

Po chwili coraz bardziej zbliżamy się do wrocławskiego Rynku. Ledwie kilometr dalej znajduje się klimatyczny multitap Marynka Piwo i Aperitivo, łączący wszystko to, czego potrzeba po męczącym dniu – piwo i świetne jedzenie. W Marynce napijecie się codziennie innego, rotującego na kranach piwa rzemieślniczego oraz zjecie wybitną, piszę to z pełną odpowiedzialnością – wybitną pizzę w stylu neapolitańskim z food trucka Happy Little Truck. Pizza z HLT charakteryzuje się świetnej jakości składnikami, cieniutkim ciastem i niezmiennie wielkim żalem, pojawiającym się przy spożywaniu ostatniego kawałka. Pizza z Happy Little Truck uzależnia, więc uważajcie.

Nie mamy jednak czasu na drugą, bo kawałek dalej zatrzymujemy się na kolejne piwo, w multitapie 4Hops, gdzie swój kąt w kuchni zagospodarował streetfoodowy zespół Panczo. Mało które jedzenie tak dobrze pasuje do kratowego piwa, jak właśnie tex-mex od Panczo. Niezależnie od tego, czy wybierzecie burrito, quesadillę lub tacos, ogrom atakujących aromatów sprawi, że zostaniecie na jeszcze jedno piwo, i jeszcze jedno taco, zwłaszcza to z wieprzowiną i podkręcającą smak salsą z papryczką carolina reaper.

Czas jednak goni, więc wchodzimy w Rynek – centralny punkt miasta. Tętniący życiem od rana do wieczora. W jednej z bocznych uliczek, dokładnie na Szewskiej, w niewielkim, niepozornym lokaliku swoje miejsce znalazły Bratwursty. To tutaj zjecie mięsiste, zamknięte w bułce, mocno nawiązujące do niemieckiej tradycji regionu wursty. Wursty to jedno, przystępna cena to drugie, a na dokładkę warto zamówić bułkę z golonką i kapustą oraz tę z serem smażonym i boczkiem, absolutny hit Bratwurstów.

Jeśli jakimś cudem znajdziecie jeszcze miejsce w żołądku, musicie zaglądnąć za róg, do Witka na Wita Stwosza, a więc baru będącego prekursorem wrocławskiego streetfoododu. Żeby docenić serwowane tu tosty, musicie pamiętać początek lat 90-tych i dopiero co wykluwający się biznes gastronomiczny w wolnej Polsce. Tosty U Witka są takie jak przed dwudziestu laty – wypełnione serem, pieczarkami i ziołową przyprawą, chrupiące i niedrogie. To miejsce dla osób kochających klasykę.

Dlaczego naszą gastronomiczna wycieczkę po Wrocławiu rozpoczęliśmy do streetfoodou? Bo uliczne jedzenie to prawda. Streeetfood odzwierciedla charakter danego miejsca i tak jest w przypadku Wrocławia – tutejsze uliczne jedzenie reprezentuje naszą otwartość, różnorodność, a zarazem pewną zachowawczość. W kolejnym odcinku wyruszymy śladem wrocławskich śniadań.

Piotr Gładczak – miłośnik jedzenia wszelakiego, najlepiej spożywanego w towarzystwie dobrego piwa rzemieślniczego. Założyciel Wrocławskich Podróży Kulinarnych, przewodnika po wrocławskich barach, restauracjach i food truckach.

Jastrzębia Góra kusi miłośników szkockiej

Tequila – meksykański trunek narodowy

Dodaj komentarz